Tomasz Pieczko – fizjoterapeuta i „powiernik” PGE Skry

Zapraszamy na wywiad z fizjoterapeutą PGE Skry Bełchatów Tomaszem Pieczko, który przeprowadziła trzynastoletnia Justyna.

Czy łatwo jest pogodzić pracę fizjoterapeuty w klubie siatkarskim z obowiązkami reprezentacyjnymi?
Stosunkowo łatwo, bo sezon klubowy jest najczęściej od mniej więcej września do (tak jak w tym roku) 21 kwietnia najpóźniej, a kadra jest w tym sezonie pozaklubowym, „letnim”, czyli w tym roku na przykład zaczynamy od 19 kwietnia i kończymy bodajże 21 września, jeżeli dobrze pamiętam. Nie koliduje to z reprezentacją i klubem, natomiast nie mamy wolnego i tym samym życia prywatnego.

Czym różni się praca w klubie od pracy w reprezentacji? Czy w ogóle czymś się różni?
Trochę się różni. Jeżeli mówimy o reprezentacji, to jesteśmy zawsze na zgrupowaniach, kontakt z zawodnikami mamy cały czas, cały dzień spędzamy razem ze sobą. W klubie jest inaczej – przyjeżdżamy na trening, trzy godziny popracujemy ze sobą i każdy rozjeżdża się do domu, spędza ten czas z rodziną i z przyjaciółmi. Na kadrze, tak jak powiedziałem, jesteśmy dwadzieścia cztery godziny na dobę razem i to przez większość czasu. Mamy tylko jakieś pojedyncze dni wolne, żeby wrócić na chwilę do domu. To na pewno jest ta zasadnicza różnica, jeżeli chodzi o klub i reprezentację. Jeśli mówimy o zakresie obowiązków to jest podobny – też musimy dbać o suplementację, odnowę biologiczną, rehabilitację. W reprezentacji jest o tyle lepiej, że mamy zawodnika cały czas przy sobie, więc możemy więcej czasu mu poświęcić niż w klubie. Natomiast procedury i nasze działania wyglądają bardzo podobnie.

Czy czuje się Pan rozpoznawalny?
Nie. Nie czuję się rozpoznawalny. Szczególnie teraz, gdy są maseczki, to już nikt nikogo nie rozpoznaje (śmiech). Czasami jak jesteśmy w hotelu i ktoś zbiera autografy, to od nas też wtedy bierze. Nie wiem, czy ta osoba wie, kim jesteśmy czy nie (śmiech). Ale zdarzyło się parę razy jakąś koszulkę czy piłkę podpisać.

Podczas meczów możemy zobaczyć Pana na ławce rezerwowych. Co należy do Pana obowiązków w trakcie spotkań?
W trakcie meczów, to od takich najbardziej podstawowych rzeczy, jak podanie napojów, ręczników czy żelka energetycznego w czasie przerwy zawodnikom, po pilnowanie i obserwowanie zawodników, czy nikomu nic się nie dzieje. Jeżeli już wystąpi jakaś kontuzja, to musimy wbiec na boisko i szybko zadziałać, żeby skutki danego urazu były jak najmniejsze. Kibicujemy też, żyjemy meczem razem z chłopakami, krzyczymy. Jestem całym sobą w meczu i całym sobą pomagam, jak tylko mogę zawodnikom. Czyli można powiedzieć, że jesteśmy od podania wody, po wspieranie mentalne i duchowe.

Ile średnio musi Pan poświęcić czasu danemu zawodnikowi po meczu?
Po meczu reprezentacji, gdzie gramy turnieje – bardzo często spotkania są dzień po dniu i przychodzą do nas wszyscy zawodnicy. Wtedy średnio jednemu zawodnikowi, w zależności od tego jakiej pomocy potrzebuje, poświęcamy od czterdziestu pięciu minut do godziny.

Kto jest największym „mięśniakiem” w PGE Skrze?
Myślę, że nasi atakujący są najbardziej mięśniowo rozbudowani, czyli Dusan Petković i Bartek Filipiak.

Którzy siatkarze PGE Skry najszybciej się regenerują?
Na pewno ci, którzy mniej skaczą i mniej atakują, czyli libero i rozgrywający. Oczywiście zmęczenie u nich też występuje, natomiast ci, którzy skaczą i atakują, na pewno potrzebują trochę więcej czasu na regenerację.

Czy czuje się Pan „powiernikiem” siatkarzy? Spędza Pan z nimi wiele czasu i na pewno zdarzają się okazje do rozmowy.
Fizjoterapeuci uchodzą za takich właśnie „spowiedników” (śmiech). Dużo czasu spędzamy z zawodnikiem, jak leży na stole – wtedy nie pracujemy w milczeniu, tylko rozmawiamy o różnych rzeczach. Na pewno dużo bardziej się przed nami otwierają, niż na przykład przed szkoleniowcami. Oczywiście nie zdradzamy wszystkiego, ale niektóre rzeczy delikatnie możemy przekazać trenerom. Tak, żeby nie urazić zawodnika, ale dać znać trenerowi, że na przykład coś w jakimś aspekcie jest nie tak, że jakaś sprawa powinna zostać rozwiązana.

Pochodzi Pan z Bydgoszczy, jednego z większych miast w Polsce. Jak odnalazł się Pan w mniejszym mieście, jakim jest Bełchatów?
Bardzo podoba mi się w Bełchatowie. Wszędzie jest blisko, nie ma korków, nie spędza się dużo czasu w samochodzie. Są fajne miejsca, gdzie można spędzić czas, pojeździć na rowerze czy na nartach. Jeżeli ktoś chce pojechać do większego miasta, to jest niedaleko do Łodzi, Częstochowy czy nawet do Warszawy.

Jest Pan mistrzem Polski i podwójnym mistrzem świata. Czego jeszcze można Panu życzyć?
Zdecydowanie złota na Igrzyskach Olimpijskich!