Milczarek „czterolistną koniczynką” PGE Skry?

Pamela z Publicznej Szkoły Podstawowej w Przedborzu czeka jeszcze na otrzymanie swojej wygranej w konkursie (replika Joma z autografem wybranego siatkarza), ale druga nagroda – wywiad na naszej stronie – już jest!

PGE Skra jest aktualnie w Suwałkach, skąd następnie uda się do Olsztyna i do Bełchatowa wróci dopiero po sobotnim meczu. Robert Milczarek podpisze się na koszulce w przyszłym tygodniu, ale już zdążył udzielić wywiadu młodej dziennikarce.

Zapraszamy!

Jak to się stało, że został Pan zawodowym siatkarzem? Czy od zawsze chciał Pan grać w siatkówkę?
Tak naprawdę chciałem grać w piłkę nożną, ale w mojej szkole podstawowej otwierała się klasa sportowa o profilu siatkarskim i zacząłem do niej uczęszczać. Tak się zaczęła ta przygoda!

Czy ma Pan siatkarski autorytet?
Gdy grałem wcześniej na przyjęciu, to podobała mi się gra Giby. Na libero zawsze imponował mi Sergio, który też zakończył już sportową karierę.

Czy siatkówka od zawsze była nadrzędnym sportem w Pana życiu? Czy może interesuje się Pan też inny dyscyplinami?
Od czwartej klasy szkoły podstawowej stała się nadrzędnym sportem w moim życiu. Tak naprawdę to był sposób na życie, bo wszystko było jej podporządkowane, czego oczywiście nie żałuję. Rodzice zawsze mi pomagali, wspierali, zawozili na turnieje. Bardzo interesuje się też piłką nożną.

Czy gdyby mógł Pan cofnąć czas, zmieniłby Pan którąś z podjętych decyzji w życiu?
Nie, niczego nie żałuję. Myślę, że każda sytuacja, która ma miejsce w naszym życiu, dzieje się po coś.

Jaki był najbardziej stresujący mecz, który Pan rozegrał w swoim życiu?
Bardzo stresujący dla mnie był Puchar Polski w Olsztynie, gdy grałem jeszcze na przyjęciu. Pamiętam, że gdzieś do połowy pierwszego seta miałem nogi jak z waty! Naprawdę tak było!

Czy publiczność „dodaje skrzydeł” podczas meczu?
Obecność kibiców na trybunach pomaga i dodatkowo motywuje. Nie możemy się doczekać, kiedy publiczność będzie mogła być znowu na meczach. Na razie musi nam wystarczyć to, że oglądacie nasze mecze w telewizji i przeżywacie każdą akcję „na odległość”. Dziękujemy za to!

Czy posiada Pan inne pasje poza siatkówką? Jeśli tak, czy może Pan zdradzić je kibicom?
Bardzo lubię jeździć nad wodę, to jest takie moje hobby. Mieszkam w Tomaszowie Mazowieckim, obok mamy Zalew Sulejowski. Często z rodziną wybieram się nad wodę, powędkować albo po prostu odpoczywać na pikniki, pojeździć na skuterze wodnym. Tak spędzamy wolny czas, tak się relaksujemy. Lubimy to robić całą rodziną.

Czy jest szczególna osoba w Pana życiu, której dedykuje Pan wygrane?
Nie ma jednej osoby. Moja rodzina jest zawsze ze mną, świętuje moje wygrane, ale też przeżywa wszystkie mecze – można powiedzieć, że sukcesy dedykuję właśnie rodzinie.

Gdzie widzi Pan siebie za 20 lat?
Na Zanzibarze! (śmiech) Prowadzę już interesy niezwiązane z siatkówką, więc pewnie im się poświęcę już na 100%.

Czy czuje się Pan „czterolistną koniczynką”, dzięki której rozpoczęła się dobra passa dla drużyny Skry Bełchatów?
Może „czterolistną koniczynką” nie, ale czuję, że dołożyłem swoją cegiełkę do ważnego sukcesu Skry. Fajnie, że za tym sukcesem przyszły następne i klub zdobywał kolejne mistrzostwa Polski.