Kulisy pracy fizjoterapeuty

Zazwyczaj w cieniu siatkarzy – dzisiaj będzie bohaterem naszego artykułu. Tomasz Kuciapiński, czyli fizjoterapeuta PGE Skry Bełchatów, pełni bardzo ważną rolę w drużynie. Jak ważną, można dowiedzieć się czytając wywiad przeprowadzony przez Pamelkę z PSP w Przedborzu.

Czy od zawsze chciał Pan być fizjoterapeutą i pracować w klubie sportowym?
Nie od zawsze. W planach miałem być nauczycielem wychowania fizycznego, pracować w szkole, dodatkowo być trenerem. Fizjoterapia przyszła później.

Czy każdego zawodnika przed i po meczu musi Pan masować?
To zależy od potrzeb zawodnika, od tego czy jest zmęczony, czy ma jakieś dolegliwości, kontuzje. Przed meczami się raczej nie masuje, bo jest to niewskazane ze względu na duże rozluźnienie mięśni. Natomiast po meczach jest masaż relaksacyjny. Najczęściej masaże wykonuje się po treningach w tych cyklach między meczami.

Jaki rodzaju masażu Pan stosuje? Czy może są to inne techniki fizjoterapeutyczne?
Masaż, który jest wykorzystywany w sporcie, to nie jest tylko masaż sportowy, bo tak naprawdę masaż sportowy wykonuje się bardzo rzadko, bo przed meczami mało kiedy masujemy. Wykonywane są metody terapeutyczne, nazwać to można masażem leczniczym i na to składa się: masaż klasyczny, segmentarny, techniki manualne, różnego rodzaju techniki na powięziach, masaż z przyrządami. Tak naprawdę sam masaż jest jednym z elementów, który się składa na terapię.

Jakie partie mięśniowe najczęściej są masowane?
U siatkarzy są to plecy, nogi i barki.

Z jakimi problemami/kontuzjami ma Pan najczęściej do czynienia wśród zawodników PGE Skry?
W siatkówce najwięcej dolegliwości jest z plecami, stawami barkowymi, kolanami, czasami ścięgnami Achillesa. Urazówki jest dużo mniej, bo nie jest to sport kontaktowy, ale z uwagi na przeciążenia to właśnie te stawy są najbardziej narażone i wymagają najwięcej uwagi.

Jakie to uczucie być „złotą rączką” w klubie? W sensie naprawczym zdrowotnie oczywiście!
W pracy manualnej bardzo dobrze się odnajduję, natomiast „złotą rączką” się nie czuję. Na pewno pomagam zawodnikom i daje to satysfakcję, gdy przychodzi ktoś z problemem i można go rozwiązać. Na pewno jest to duża satysfakcja.

W jaki sposób dba Pan o swój kręgosłup? Może ma Pan jakieś wskazówki dla przyszłych pokoleń „młodzieży zdalnej”?
Jestem złym przykładem, bo niestety o swój kręgosłup nie dbam najlepiej. Można powiedzieć, że „szewc bez butów chodzi”. Moja praca wymaga długotrwałego stania przy „leżance”. W momencie, kiedy powinienem zadbać o kręgosłup, czyli na przykład pobiegać, czy wykonać jakąś inną rekreację – na tyle moje nogi są już zmęczone, że wolę się położyć czy usiąść po całym dniu. Czasami chodzę na basen, bo lubię pływać i jest to bardzo wskazane dla każdego. Od czasu do czasu ćwiczenia w zamkniętym łańcuchu kinematycznym, ćwiczenia na siłowni dla podtrzymania kondycji.
Zdalna nauka na pewno nie pomaga młodzieży w tym, żeby się jakoś bardziej ruszać. Na pewno fajnie byłoby, żebyście mieli w domu matę, ciężarki, gumy i w swoim zakresie wykonywali podstawowe ćwiczenia stabilizacyjne, izometryczne, czy też takie, które będą zapobiegać plecom okrągłym, zgarbionej pozycji.

Czy zdradzi Pan, jak szybko pozbyć się bólu podczas nieoczekiwanej kontuzji?
Nieoczekiwana kontuzja najczęściej spowodowana jest jakimś urazem, więc najlepszym lekarstwem na to jest lód, czyli chłodzenie danego miejsca, ponieważ to przynosi najszybszą ulgę i w taki sposób postępujemy też w sporcie.

Czy pamięta Pan najbardziej stresującą sytuację w swojej karierze zawodowej dotyczącą kontuzji, urazu któregoś z zawodników?
Mimo tego, że siatkówka nie jest sportem kontaktowym, to zdarzają się urazy. Jedną z najmniej przyjemnych sytuacji, jakie pamiętam, to złamanie palca u Daniela Plińskiego, gdzie doszło do otwartego złamania.